Spotkania w Warszawskim Klubie Dyskusyjnym Pszczelarzy

Korzystając z osobistego zaproszenia kol. J. Makowicza w końcówce lat 70-siątych uczestniczyłem kilkakrotnie w spotkaniach klubowych. Zaskoczyła mnie niejako wyprzedzająca tematyka, jak np.: ule styropianowe, pozyskiwanie i przerób propolisu, wzmianki o ziołomiodach, pozyskiwanie pierzgi, wartość krzyżówek w pasiece, itp. Każde ze spotkań ujawniało dużą wiedzę uczestników, budziło kontrowersje, angażowało emocje.
Taka atmosfera towarzyszyła również rozważaniom tyczącym pierzgi. Jak pozyskiwać, jak przechowywać aby nie popsuć produktu, przygotowanie do sprzedaży, potencjalni nabywcy, itd. Nie zabrakło głosu, że będzie możliwość pozbycia się starych plastrów trudnych do przetopu.
Sympatycznym zbiegiem okoliczności było spotkanie na dworcu kolegi Mariana Ścigacza. Znał temat pierzgi bardzo dobrze. Był w owym czasie dyrektorem poznańskiego Herbapolu. Od dłuższego czasu środowiska pszczelarskie dość niecierpliwie indagowały Firmę w tej kwestii. Dla Herbapolu sprawa nie była taka prosta. Badania wykonane we własnym laboratorium wskazywały na wysoką wartość składników, wyższą niż w pyłku, z którego pierzga powstaje. Zanim specyfik będzie dopuszczony do sprzedaży musi być rozpracowana cała procedura od zakupu surowca poprzez liczne badania, a na końcu formalnej zgody. Rozpatrywana była również kwestia w jakiej postaci będzie produkt przygotowany, czy wysuszanie, wysoka temperatura nie popsują specyfiku. A na koniec – rozpoznanie rynku, kto kupi? Herbapol uważał, iż pierzga może stanowić suplement diety dla sportowców.
Na końcu: kol. Ścigacz rozumiał niecierpliwość pszczelarzy, jako Dyrektor zrzymał się – pszczelarze najchętniej załadowali by szypą plastry na przyczepę, waga i zrzucanie wywrotką!
Mój stosunek do zagadnienia pierzgi pozostaje nadal sceptyczny, mimo uznania dobrych właściwości. Pozyskiwana w warunkach laboratoryjnych nie budzi zastrzeżeń, natomiast pozyskiwana przy pomocy swego rodzaju młockarni – jak najbardziej. Przy zakupie warto się zastanowić.