Pan Wojciech

Moja przygoda z pszczołami zaczęła się w 1951 roku wraz z podjęciem pracy w wiejskiej szkole w Wierzonce. Na terenie przyszkolnym stało kilka uli – resztka po wyprzedawanej pasiece. Opiekę sprawował przebywający we wsi Pan Wojciech. Nabyłem jedną rodzinę pszczelą w starym ulu. O pszczołach wiedziałem tyle, iż są pożytecznymi owadami, a pszczelarz to nie byle kto, to osobistość. Podziwiałem Pana Wojciecha za spokój z jakim pracował przy otwartym ulu – bez maski, bez rękawic, bez podkurzacza ale z papierosem. Nie bał się pszczół, a one pozwalały nawet na zgarnianie dłonią z plastra. Niesamowite! Okazało się, że Pan Wojciech przez wiele lat, do końca 1944 r.  był pasiecznikiem u p. Wiktora Widery, ówcześnie kierownika szkoły w sąsiednim Jerzykowie. Dużą pasiekę miał rozmieszczoną po 20-25 uli w okolicznych szkołach. W Wierzonce był okresowo nawet punkt wagowy. Tak więc zupełnie przypadkowo skorzystałem z wiedzy i umiejętności Pana Wojciecha w „najlepszym wydaniu” pszczelarzenia.