Toksyczność lipy węgierskiej

Lipa węgierska przez dziesięciolecia uznawana była za najpóźniej kwitnącą i wraz z szerokolistną oraz drobnolistną zapewniała pożytek w ciągu 6-8 tygodni (Szalkiewicz). Tak również uważali autorzy książek o drzewach liściastych Gałczyński i Łebkowski. Antoni Wróblewski w 1939r. opracował „Projekt doboru drzew alejowych i drogowych” obejmujący lipy: szerokolistną, drobnolistną, krymską i srebrnolistną. „Poradnik pszczelarza” z 1956 r. wymienia 10 taksonów lip, w tym węgierską.
Mieczysław Lipiński w 1950 r. opublikował artykuł „O szkodliwości niektórych roślin dla pszczół” – „Pszczelarstwo”, nr 6. Autor w licznych obserwacjach zauważył martwe pszczoły pod lipą węgierską i długoogonkową, były to jedne z ostatnich roślin kwitnących w mieście. Rozważania o przyczynach trujących właściwości nektaru niczego nie wyjaśniają, sprawa wymaga szczegółowego opracowania. Niezależnie od powyższego autor widzi potrzebę wprowadzenia ustawowego zakazu rozmnażania i wysadzania tychże lip, i zaczęło się! Mimo upływu 60 lat nie zostały podjęte nawet próby prowadzenia badań w tej kwestii, a liczni publicyści niemal chórem orzekają o trujących właściwościach lipy węgierskiej. Autor hasła o lipach w „Wielkiej encyklopedii roślin” (1967r.) poszedł dalej – do toksycznych zaliczył również lipę krymską! Zofia Damianowicz w książce „Rośliny miododajne” (1953) pisze, iż widziała w 1951 r. w Gdańsku martwe pszczoły pod drzewami lipy węgierskiej ale nie wyolbrzymia kwestii trujących właściwości. Wobec przytoczonych faktów trudno dziwić się pszczelarzom, że panicznie bronią się przed sadzeniem lipy węgierskiej. Są nawet przypadki żądania kierowane do firm nasiennych o zaprzestanie rozprowadzania nasion tejże lipy.
W nielicznych publikacjach były odmienne zdania. W nowym wydaniu „Dendrologii” (1997r.) autorstwa Senety i Dolatowskiego autorzy piszą: „… wydaje się przy tym, że nektar kwiatów T. tomentosa nie jest wcale – jak przez lata uważano – odpowiedzialny za śmierć licznych pszczół oblatujących kwiaty tej lipy”. Zwróciłem się z prośbą do pana prof. Jakuba Dolatowskiego o wskazanie źródła powyższej opinii – spotkał się z taką informacją w publikacji zagranicznej. W III wydaniu z 2006r. wyżej przytoczonego zdania już nie ma. Wątpliwości w sprawie trujących właściwości lipy węgierskiej wyraził również Stanisław Mendrala w książce „Pszczelarz i jego prace w pasiece” (1961r.)
Wypada wyrazić żal, iż przy ogromnych możliwościach laboratoriów pozwalających np. na wykrycie śladowych pozostałości leków w wosku – kwestii domniemanej trującej właściwości lipy węgierskiej nie rozstrzygnięto!